PAMIĘTAJMY O OGRODACH

(Giorgio Bassani Ogród rodziny Finzi-Continich) 

Żadna epoka, a nawet żadne dwudziestolecie współczesnego świata, który chcielibyśmy wreszcie nazwać cywilizowanym, nie gwarantują ludziom spokoju, pokoju i wolności decydowania o sobie. Nie dają szans zwłaszcza niektórym społecznościom. Mamy tę wiedzę, a jednak za każdym razem nie dowierzamy cykliczności historii i nagle przecieramy oczy zaskoczeni surrealnością nadchodzących zdarzeń.

 

Ogród rodziny Finzi-Continich opowiada o takim właśnie bolesnym zaskoczeniu, choć słowo zaskoczenie brzmi w tym kontekście jak eufemizm. Jednak zanim możemy zaskoczenie nazwać tragedią, trzeba przyznać, że w zalążku zaskoczenie bywa czymś na pozór niewinnym. Rodzi się, rośnie, nabrzmiewa latami i może w końcu wystrzelić dramatem poniżenia i umierania, który szeroki świat nazwie ludzką katastrofą dopiero po czasie. Można znaleźć miejsca, gdzie po latach wciąż wypiera się prawdę historyczną o okrucieństwie, a nawet humanitarnej zagładzie.

 

Tematem tej powieści jest rodzinna historia sefardyjskich Żydów we Włoszech w początkach XX wieku, których zaskoczył rok 1922[1]. Wiwisekcja podobnego zaskoczenia, które przepoczwarza się w śmiertelny szok, równie dobrze mogłaby być przedmiotem opowieści o aszkenazyjskich Żydach we wschodniej Europie w podobnym czasie, obu wojnach światowych, stalinowskiej Rosji i Ukrainie, Bośniakach i Chorwatach w Sarajewie w 1992, Palestyńczykach w Gazie w 2007 i w 2023, Syryjczykach w Syrii w 2011, o Ukrainie w 2014 i 2022 itd.; lista nieludzkiej cywilizacji jest bardzo długa, licząc na przykład od V wieku (upadek Rzymu – 7 milionów ofiar), a nawet od I wieku (dynastia Xin – 10 milionów ofiar).

 

Bohaterem przywołanej tu książki jest Ogród. Dla narratora zakochanego w młodej arystokratce żydowskiej, Micol Finzi-Contini, którą jeszcze jako nastolatek spotyka pod murem jej posiadłości rodzinnej, ich ogród jawi mu się jako kraina wszelkiej sublimacji, do której on nie ma wstępu. I choć doznaje w końcu zaszczytu bywania tam, jakiś niedookreślony mur między nimi nigdy nie zostanie zburzony. Mimo że oboje są Żydami, dzieli ich światopogląd ojców, status klasowy i majątkowy, w końcu rozdziela wojna, która bezpowrotnie grzebie miłosne znaki.

 

Ogród Finzi-Continich wraz z rodzinnym pałacem, za wysokim murem, symbolizuje oazę intymności, bezpieczeństwa i filozoficznej zadumy nad pięknem; również tradycję właścicieli, wypracowaną przez kilka pokoleń, upamiętnianą w okazałych, niekoniecznie gustownych, grobowcach pobliskiej nekropolii. Jednak ten ogród jak odległa wyspa, pozornie niedostępna dla piratów wszelkiej maści, jest też uosobieniem wiecznej niepewności historycznej, traconej i odzyskiwanej wiary, że zawsze będzie tak jak jest. Pięknie, dostatnio i bezpiecznie.

 

Poza murem ogrodu świat się zmieniał, ale nie w środku; tam tylko dzieci, Albert i Micol, rosły i dojrzewały. A w międzyczasie dzień 13 marca 1919 roku został uznany za datę powstania faszyzmu[2]. Nawet niektórzy Żydzi uwiedzeni duchem nowej epoki zaczęli przejawiać niechęć, czasem ostentacyjną, wobec wszelkich objawów przesadnej pobożności i religijnego ekshibicjonizmu, które cechowały innych Żydów, nawet z tej samej gminy w Ferrarze, z tej samej synagogi.

 

„On, doktor medycyny, wolnomyśliciel, ochotnik z czasów wojny, faszysta z legitymacją partyjną z roku 1919, on, miłośnik sportu, jednym słowem, nowoczesny Żyd”[3], pisze o swoim ojcu autor, i domyślamy się, że chodzi o ojca Giorgia Bassaniego. Po przeciwnej stronie rodzina Finzi-Continich ze swoją „dziedziczną pychą, absurdalnym odosobnieniem, wręcz utajonym, ale uporczywym antysemityzmem w stylu arystokratycznym”[4]. Początek lat 20. – „szalone, ale w pewnym sensie wielkoduszne lata wczesnego faszyzmu w prowincji Emilia”[5], jakby nikt tam nie przeczuwał grozy wiszącej nad Włochami i resztą Europy. Historia nieco przyśpiesza. Rok 1926 – Opera Nazionale Balilla, czyli faszystowska indoktrynacja młodzieży[6]. Rok 1933 – Infornata Decennale – gremialne zapisywanie się do partii faszystowskiej[7].

 

Jednak nie o dokumencie mowa, a o powieści, gdzie zwykle zmyślenie miesza się z rzeczywistością. Ale nie tu, gdzie historia mała, intymna, prawdziwa w każdym szczególe (chcemy wierzyć), plecie się równolegle z rzeczywistą historią Włoch – historią piękna i hańby.

 

Mówi się, że wielka treść zawsze znajdzie swoją wielką formę. Według mnie tak nie jest. Zgadzam się natomiast ze słowami wybitnej polskiej pisarki, Hanny Krall, której każda powieść jest dokumentem epoki, że wielkich, niepowtarzalnych historii są miliony i tylko to, jak zostaną przedstawione w literaturze, decyduje o ich przetrwaniu lub zapomnieniu.

 

W literaturze, jak w sztuce w ogóle, JAK liczy się bardziej niż CO. Czyli najważniejsza jest forma, która potrafi zafrapować tak, że zapominamy o fikcji, generując rzeczywistość, w której wchodzimy w role niemych świadków zdarzeń.

 

Kiedyś napisałam, może nieco filistersko tak: Jestem oczarowana książką włoskiego pisarza Giorgio Bassaniego pod tytułem Ogród rodziny Finzi-Continich, która przedstawia losy arystokratycznej rodziny Żydów w Ferrarze. Bassani mitologizuje to miasto, podobnie jak Marcel Proust uwiecznił w micie swoje Combrai, a Joyce –  Dublin. Już nigdy nie pomyślę o Ferrarze bez kontekstu tej książki. Poza dramatem głównego wątku są arcyciekawe rozważania o pisarzach włoskich – Leopardin, Montalem, o bliskiej mi duchem XIX-wiecznej amerykańskiej poetce Emily Dickinson, rozmowy o artystach, na przykład o freskach Pierodella Francesca, którego śladami podróżowałam kiedyś po Włoszech.

Książka Bassaniego to historia niespełnienia, powieść miłosna o tym, co nie zaszło. Ta proza nie tyle opisuje lub wyraża rzeczywistość, co odsyła do rzeczywistości. To ogromna sztuka pisarska, żeby wikłając fabułę i opis w swoistą niedosłowność, tworzyć osobny byt tak, że nie widać nawet najcieńszych szwów pisarskiego szycia. A przy tym pozostawać boleśnie czytelnym i nieść wyraziste, odważne przesłanie. Coś podobnego robią Poeci za pomocą niewielu słów – odciskają dotkliwe piętno w swoich osobnych światach – wierszach. Ten mistrzowski zabieg sprawia, że następuje silna interakcja między stworzonym światem a realnym czytelnikiem.

 

Nieco głębiej czytam Bassaniego w czerwcu 2025 roku, w moim kraju, rozpolitykowanym, podzielonym na dwa plemiona światopoglądowe. A geopolityczny fakt bliskiego sąsiedztwa strasznej wojny zagrażającej Polsce i innym krajom Europy (żyjąc zaledwie kilkadziesiąt kilometrów w linii prostej od Ukrainy, czuję to może jaskrawiej, bardziej osobiście) sprawia, że trudno nie przywoływać myśli o historycznych analogiach. O przepoczwarzaniu się nagłych, zwykłych zaskoczeń w demony strachu.

 

Nieoczekiwanie w Ogrodzie Finzi-Continich jawi mi się kolejna struktura, pominięta kiedyś warstwa przedstawianej rzeczywistości. Ta brakująca struktura świeci teraz wyraźniej. Swoją subtelnością, niedopowiedzeniem; a im słabiej dotknięta kolorem, dźwiękiem, pewną niewyrażalnością, staje się dojmującym uczuciem podskórnego zagrożenia, a jej pierwotnie jasne światło stopniowo ciemnieje i zmienia się w czerń.

 

Idylliczność życia w Ferrarze, w bogatej rodzinie żydowskiej, życia skupionego na komforcie, miejscami nawet bogactwie i przepychu (bez karety ani rusz w miasto), arystokratycznej rutynie dnia, wypełnionego kulturą, sportem (własny kort tenisowy), spotkaniami z przyjaciółmi, śmiechem, flirtami, powoli realnieje i zmienia się w zagrożenie wiszące w powietrzu. Najpierw go nie widać gołym okiem, nie słychać nawet w intonacji głosów. Imponujące w powieści jest to subtelne narastanie groźby strachu, najpierw irracjonalnego, a potem powoli ubieranego w kształty słów i czynów. Narastanie nieodwołalne, bo od początku wiemy, że bohaterowie książki zginęli w Holokauście. Cała opowieść jest więc obcowaniem z duchami. To podróż do świata widm, wędrowanie po krainie cieni. Mistrzostwo Bassaniego polega więc również na tym, że mimo wyjawienia czytelnikowi tragicznego zakończenia historii już na samym początku, nie zabija ciekawości. Może to implikuje angażowanie się w opowieść do tego stopnia, że natychmiast wskrzesza się bohaterów i do końca intensywnie stara o utrzymanie ich „ogrodowego” dobrostanu, miłości oraz walczy o ich przetrwanie, mimo że ma się świadomość skazania na porażkę.

 

Ogród Finzi-Continich uczy wyczulenia na wycie demonów.

Historia zła się powtarza. Historia zła powtórzyła się wiele razy. Historia zła może się powtórzyć.

 

 

 

Giorgio Bassani

IL GIARDINO DEI FINZI-CONTINI, Torino 1962

Ogród Rodziny Finzi-Continich, przełożyła Barbara Sieroszewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964

Książka adaptowana do filmu pod tym samym tytułem w roku 1970 w reżyserii Vittorio de Sica – film nagrodzony m.in. Złotym Niedźwiedziem w Berlinie w roku 1971 oraz Oskarem w roku 1972.



[1] Marsz na Rzym (wł. Marciasu Roma) – określenie faszystowskiego zamachu stanu, przeprowadzonego w dniach 27–29 października 1922 roku, w wyniku którego władzę we Włoszech zdobył Benito Mussolini. Marsz na Rzym polegał na koncentracji członków faszystowskich bojówek w stolicy Królestwa Włoch.

[2] Na placu San Sepolcro w Mediolanie odbyło się zebranie przyszłych zwolenników Mussoliniego.

[3] Giorgio Bassani, Ogród rodziny Finzi-Continich, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1964, s. 44.

[4] Tamże, s. 44–45.

[5] Tamże, s. 32.

[6] Organizacja założona w 1926 roku, zajmująca się wychowaniem młodzieży włoskiej w duchu faszystowskim.

[7] „Wypiek Dziesięciolecia” – tak nazwano masowe wstępowanie do partii faszystowskiej w dziesiątą rocznicę marszu na Rzym.